Teart – sprzężeniem wielu sztuk

Joanna Młynarczyk: Bez przesady można powiedzieć, że objęcie dyrekcji teatru przez scenografa i malarza jest czymś wyjątkowym w historii polskiej sceny. Kierowali teatrami reżyserzy, aktorzy, literaci, ale plastycy — nie. Czy dla Teatru Klasycznego w Warszawie oznacza to określony kierunek poszukiwań artystycznych? — Z tym pytaniem zwracamy się do Józefa Szajny. 

Józef Szajna: Podstawową sprawą wydaje mi się kształtowanie nowej figuracji artystycznej teatru. Zakładam, że teatr jest wypadkową wszystkich sztuk i nie chciałbym uprawiać teatru fragmentarycznego, niepełnego, ilustratorskiego, pozostającego jedynie na usługach literatury. A więc jeżeli klasyka — to zawsze to będzie adaptacja. Nie w sensie taniej aktualizacji, tzw. uwspółcześniania — ale adaptacja generalna, idąca dalej niż w teatrze konwencjonalnym, gdzie preparuje się tekst pod pewnym kątem, a całość i kształt pozostaje faktem historycznym, ledwie stylizacją historyczną. 

Joanna Młynarczyk: Faust w Teatrze Polskim był właśnie próbą takiej generalnej adaptacji? 

Józef Szajna: Taki był mój zamiar. Wcale to nie był Faust Goethego, jak obwieszczała krytyka mimo afisza. W ogóle nie myślałem o realizacji tego dramatu. Chodziło mi o podjęcie wersji Fausta na kanwie modelu doktora Fausta, którego znamy nie tylko z wersji Goethego ale i innych, wcześniejszych. 

Joanna Młynarczyk: Nazwa teatru — Klasyczny — kłóci się więc z tym co pan chciałby proponować publiczności? 

Józef Szajna: Chciałbym, żeby scena ta miała określony profil teatru nowatorskiego, żeby się stała kuźnią propozycji kształtu inscenizacji. Chciałbym, by mogła rozbudować wyobraźnię odbiorcy, a nawet kształtować jego światopogląd. Powiedzmy, że tematyką tego teatru byłoby hasło — człowiek, świat, polityka, a więc treść z pierwszych, a nie ostatnich stron gazet. Zatem sprawy ogólne i powszechnie interesujące i repertuarowo i w aspekcie twórczym, propozycyjnym. Niezależnie od naszych scenicznych propozycji, będą czynne wystawy obrazujące to, co w sztuce plastycznej (malarstwo, rzeźba) będzie miało odniesienia (nie podobieństwa, ale odniesienia) do tego, czego my w teatrze poszukujemy, a czego równolegle poszukują również inne dyscypliny twórcze. Być może będą to i imprezy audiowizualne. Słowem, bliżej ku eksperymentowi niż ku normalnemu teatrowi. Bo teatr obecnie ogranicza się do realizacji utworów dramatycznych. Stał się trochę hermetyczny, w swoich pojęciach estetycznych, jakby wziął rozbrat ze sztuką nową. A właśnie na obszarach sceny możemy mieć sprzężenie tak wielu środków wyrazowych — słowa, gestu, ruchu, koloru, światła, obrazu — słowem tego, co nazwałbym plastyką. Nie wykorzystywaną i niedocenianą. Teatrowi należy przywrócić ten złożony akt twórczy. Wyjść ze sztuki warsztatowej ku myśleniu. Zrezygnować z wąsko pojętej realizacji utworów — sama perfekcja warsztatowa nie wystarczy. Teatr powinien zacząć sam myśleć, to jego prawo, a nawet artystyczny obowiązek. Bywało — teatr uwiądł w swojej pokorze wobec autora, skrępowany jego indywidualnością. Teatr musi być propozycyjny, nie może być dzisiaj taki, jakim był wczoraj.

INFORMACJE

AUTOR

rozm. Joanna Młynarczyk

ŹRÓDŁO

„Kurier Szczeciński” 1972, nr 13, 16 stycznia

DATA

16 January 1972

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ

SKAN